5 sie 2017

Tis a big and beautiful world. Most of us live and die in the same corner where we were born and never get to see any of it. I don't want to be most of us.


Elenai Toland
263 rok po lądowaniu Aegona 
młodsza siostra lady Ghost Hill
towarzyszka księcia Oberyna podczas podróży po Essos
     Długo wyczekiwane, drugie dziecko, przyniosło jedynie nieszczęście rodzinie Tolandów, gdy lady Laena zmarła w połogu wkrótce po porodzie, a jej schorowany mąż dołączył do niej ledwie po kilku godzinach rozpaczy za ukochaną, czyniąc tym samym wówczas zaledwie dziesięcioletnią Nymellę nową panią na zamku. Przez wiele lat, wydawało jej się, że patrzyła na nią z głęboko skrywaną odrazą. Elenai wierzyła, że naprawdę siostra żywiła do niej urazę za to, że tak szybko musiała dorosnąć. W rzeczywistości, mimo całej swojej surowości, Nymella pokochała to małe stworzenie, które miało nie przeżyć nawet pierwszej nocy, od momentu gdy wraz z mamką zaśpiewały jej modlitwę do Matki. Dziewczynka, która do tej pory nie przestawała płakać, po krótkiej chwili utkwiła swe oczka w starszej siostrze zapatrzona w nią jak w obrazek. Miały tylko siebie. Dobra Matko, siło kobiet, pomóż córkom przetrwać trwogę. 
The Dornishman's wife was as fair as the sun,
and her kisses were warmer than spring.
     Gdy po raz pierwszy zobaczyła Wodne Ogrody, zachwycona ich pięknem, jak najdłużej odwlekała wyjazd na ucztę do Słonecznej Włóczni. Również miasto wywarło ogromne wrażenie na dziewczynie, która prawie nigdy nie opuszczała włości Tolandów. Kolory, muzyka, tańce i nowe doświadczenia, okazały się znacznie bardziej ekscytujące niż nocne przejażdżki, na które tak często wymykała się po kryjomu. Opowieści lordów o ich dalekich podróżach zapierały wręcz dech w piersiach Elenai, która sama zapragnęła przeżyć równie ekscytujące przygody czy zwiedzić odległe krainy. Jednak dla Nymelli uczta ta miała być głównie okazją do znalezienia młodszej siostrze odpowiedniego narzeczonego. Podczas jednej z rozmów, pojawił się nawet pomysł, jakoby to młody książę Dorne mógłby być odpowiednim kandydatem, jednak jego usilne stronienie od ożenku szybko rozwiały ten pomysł, pozostawiając lady Toland dalsze negocjacje z mniejszymi lordami. 
    Cała podróż miała być dla obu dziewcząt wspaniałym doświadczeniem, gdyby nie incydent, który wydarzył się późnym wieczorem. Jeden z panów, któremu ilość wypitego ale uderzyła do głowy na tyle mocno, że podczas spaceru po korytarzach twierdzy z młodą panną Toland zapomniał o wszelkich zahamowaniach. Drobne ręce zagubionego dziewczęcia były niczym wobec silnych ramion wielkiego mężczyzny, który w owym momencie wiedział czego od niej chciał. Nie ośmieliła się nawet krzyczeć, wystraszona i bezsilna, łkała jedynie cicho nie licząc nawet na wybawienie, które pojawiło się niespodziewanie w postaci włóczni Czerwonej Żmiji. Wojownik staje przed wrogiem, chroniąc nas na naszej drodze.
But the Dornishman's blade was made of black steel,
and its kiss was a terrible thing.
"Brothers, oh brothers, my days here are done,
the Dornishman's taken my life,
But what does it matter, for all men must die,
and I've tasted the Dornishman's wife!"
http://rpvisualosities.tumblr.com/tagged/historical/page/6
powiązania ~ więcej

odautorsko:

11 komentarzy:

  1. [W imieniu administracji witam na blogu! Mam nadzieję, że będziesz się z nami dobrze bawiła i zostaniesz jak najdłużej. Nie ma żadnego konkretnego pomysłu, więc na razie nic nie zaproponuję, ale skoro Elenai podróżowała po Essos, to być może była też w Volantis? W każdym razie życzę wielu dobrych wątków i weny.]

    Administracja&Parquello Vaelaros

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Cześć, cześć! Witamy kolejną nową postać :) Biorąc pod uwagę ruch panujący na blogu, to jestem mile zaskoczona, że w tak krótkim czasie pojawiają się aż dwie nowe panie – w dodatku tak fajnie wykreowane. Lubię Południe, sama zaczynałam swoją przygodę z pisaniem w realiach GoT od Dorne. Dziś wylądowałam bardziej na północy, ale tak czy siak sentyment pozostał ;) Szkoda, że Twojej pani tak szybko zmarli rodzice. To na pewno nie było łatwe. No i ten nieszczęsny incydent paręnaście lat później… Chwała bogom za niezawodnego Oberyna i jego wiecznie naostrzoną włócznię ;) Chętnie zaproponowałabym Ci jakiś wątek, ale nie mam żadnego racjonalnego powodu do wysyłania Arwen aż do Dorne :( Jedyne co, to pozostaje mi mieć nadzieję, że pojawisz się w wątku grupowym i wtedy uda nam się zapoznać ze sobą nasze dwie panie ;) Życzę Ci udanej zabawy i zostań z nami jak najdłużej! ]

    Arwen Waynwood

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Ojej, dzięki za te wszystkie miłe słowa! Nie czuję się zbyt mocna w pisaniu kart postaci, dlatego tym bardziej się cieszę, że Ci się podoba ;) Nie bój się wątku grupowego – tak naprawdę mogłabyś dołączyć nawet bez czytania tych wszystkich komentarzy, bo chyba nie wydarzyło się w nich nic szokującego. Sam turniej rycerski dopiero się zaczął, więc zdążyłaś przed najważniejszym ;) A spotkanie naszych dwóch pań na pewno byłoby ciekawe, bo nawet jeśli Arwen przyswoiła sobie rolę dobrej damy, to jednak nadal potrafiła pokazać pazurki… a samo Dorne ją niezmiernie pociągało i interesowało, więc chętnie by o nim trochę posłuchała. ]

    Arwen Waynwood

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Toż to małżonek opuści Arwen, skoro tak bardzo zależy mu na szukaniu guza na arenie… :D Tak więc nie widzę żadnych przeszkód, aby w którymś momencie obie panie na siebie wpadły i od słowa do słowa troszkę się poznały ;) ]

    Arwen Waynwood

    OdpowiedzUsuń
  5. [Nie ma za co, w razie pytań, zawsze chętnie odpowiem. Mam pewien pomysł, tylko musiałybyśmy wtedy przyjąć, że podróż Oberyna do Essos odbyła się od pięciu lat do roku przed akcją bloga (a przynajmniej, że w tym czasie wylądował w Volantis). Otóż, żeby wejść za Czarny Mur (a więc do czegoś co można nazwać starym miastem Volantis), gdzie żyją jedynie rodziny ze starovalyriańskim pochodzeniem, trzeba uzyskać od nich zaproszenie. Parquello byłby w tamtym okresie w wojsku, i mógłby dostać zadanie strzeżenie ich w trakcie wycieczki (także za Czarnym Murem). Potem mogłoby się odbyć coś na kształt przyjęcia (myślę, że przybycie księcia z Dorne, byłoby wystarczającą okazją). Ale na razie to tyle, jeśli podoba ci się taki początek, to możemy myśleć, co do tego dodać.]

    Parquello Vaelaros

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Fajnie widzieć pannę z gorącego Południa, zwłaszcza że na blogu panują wśród postaci nieco mroźniejsze klimaty :) Elenai ma bardzo smutną historię, bo w ogóle nie zazdroszczę jej smutnych okoliczności, w jakich zdarzyło się jej przyjść na świat. Tak malutka, a już osierocona, w dodatku pozbawiona bliskości siostry. Jakby nie pomoc Oberyna to zdecydowanie protestowałabym, że na zbyt wiele ją skazałaś! A tak, mam nadzieję, że odkąd ma bardzo specyficznego towarzysza, jej życie jest nieco barwniejsze :) Panna śliczniutka i chciałabym się czegoś więcej dowiedzieć o jej charakterku, dlatego serdecznie zapraszam do wspólnego wątku, bym miała ku temu okazję :) ]

    Denys

    OdpowiedzUsuń
  7. [W takim razie nie ma chyba żadnych przeszkód, by przeprowadzić to w taki sposób. Mnie tam wszystko pasuje, choć chyba nie byłby to Volanteńczyk (a raczej ktoś nasłany przez triarchów, bo oni nie mieliby w tym w zasadzie żadnego interesu). Ogólnie jednak jestem na tak, niech się dzieje. Mogłybyśmy zacząć od przybycia Oberyna do Volantis, ktoś na pewno przyszedłby go powitać w porcie i mógłby być tam Parquello. Potem może być zwiedzanie części miasta za Czarnym Murem i ta uczta.]
    Parquello Vaelaros

    OdpowiedzUsuń
  8. Wstąpił do wojska z kilku powodów. Oprowadzanie księcia Dorne i jego świty po Volantis do nich nie należało, ale, choć sam się sobie dziwił, nie miał zamiaru dyskutować. Kiedyś prawdopodobnie uda mu się lepiej wykazać, a jeśli nie, znajdzie inną drabinę do polityki niż kariera w wojsku. Dlatego też stał w volanteńskim porcie obok Marquela Gatharosa, podstarzałego wojskowego, który od dawna nie dowodził, ale znał Volantis lepiej niż ktokolwiek inny, i nie tęsknił specjalnie do Selhorys. W pewnym stopniu był nawet ciekawy, co przyniesie wizyta zza Wąskiego Morza. W Dorne po raz ostatni był kilka lat wcześniej, gdy jego ojciec zajmował się bardziej handlem niż polityką, pozostawiając tę drugą swojemu ojcu. Nie pamiętał wiele i wcale go to nie dziwiło. Wizyta nie należała bowiem do długich i miała na celu raczej odnowienie starych powiązań handlowych niż zwiedzanie Słonecznej Włóczni.
    Statek z Dorne spokojnie kołysał się na wodzie, marynarze wykonywali swoje obowiązki, nie zwracając większej uwagi na Volanteńczyków. Parqello rzucił wzrokiem na pokład, szukając pomiędzy zajmującymi się pracą ludźmi kogoś, kto wyróżniałby się ubiorem. Kiedy nikogo takiego nie znalazł, spojrzał na Gatharosa, który stał sztywno, jak na warcie pod bramą Czarnego Muru. Słonce było już na tyle wysoko, by przynajmniej częściowo oświetlić wąskie uliczki odchodzące od portu. Nie denerwował się, ani nie był szczególnie podekscytowany. Cokolwiek słyszał o Oberynie Martellu mogło zadziwić mieszkańców Westeros, w Essos nie wydawało się szczególnie egzotyczne. Nie, gdy codziennie przed twoim nosem przewijali się ludzie ze wszystkich stron świata. Słyszał to i owo o wizytach księcia w innych miastach i wiedział, że przebiegały na tyle spokojnie, na ile było to możliwe. Nie sądził więc, by istniały powody do obaw.
    — Wiadomo, czy planuje pojawić się przed południem — zapytał Marquela, który tylko nieznacznie odwrócił w jego stronę twarz i odpowiedział:
    — Nie wiem, a nawet jeśli, to nie nasza sprawa.
    Rozmowa, jeśli można tak nazwać wymianę kilku słów, uznana była za zakończoną. Gatharos na ogół nie mówił dużo przy obcych i na służbie, poza nią, potrafił gadać o wszystkim. Począwszy od turnieju cyvasse, na przestrzeganiu przed konkretnym domem publicznym kończąc.
    Wtedy dostrzegł w tłumie marynarzy mężczyznę, który mógł uchodzić za kogoś wyżej od nich urodzonego, oraz towarzyszącą mu kobietę. Nie miał pojęcia, z jaką świtą podróżował książę, ale stojący nieco z przodu Colloquo Tasaros, słoń i wysłannik Starej Krwii, który miał przekazać oficjalne zaproszenie na ucztę, która miała się odbyć wieczorem w ogrodach za Czarnym Murem. Parquello na ogół nie przepadał za spotkaniami towarzyskimi, ale tym razem planował się pojawić, choćby jedynie doprowadzając księcia na miejsce, z czystej ciekawości. Większość zaproszonych miała jakieś interesy w Westeros, prawdopodobne było też, że volanteńska polityka, wyniki wyborów i cała otoczka zejdą na dalszy plan albo w rozmowie przetaczać będą się jedynie te ich elementy, które są bezpośrednio związane z handlem. Nie żeby nie lubił dyskusji, ale przyjęcie zapowiadało się jako coś nietypowego przynajmniej w bieżącym miesiącu i ten aspekt przyjazdu Martella podobał mu się najbardziej.
    [Mam nadzieję, że to się do czegoś nadaje. Nieco wyszłam z wprawy. Daj też znać, jaką długość odpisów lubisz, dostosuję się.]

    Parquello Vaelaros

    OdpowiedzUsuń
  9. [Coś ty! Moja karta jest beznadziejna, prawdopodobnie jedna z gorszych, jakie napisałam. Nie waż się więc myśleć, że piszesz karty źle, bo z tego co widzę, idzie ci z tym całkiem nieźle! ;) Bardzo chętnie coś z tobą napiszę, choć wydaje mi się, że naszym wspólnym gruntem będzie mógł być dopiero turniej, dlatego wydaje mi się, że mogłybyśmy sobie rozegrać coś przed nim albo może już po? Choć nie wiadomo, co się jeszcze tam może wydarzyć, więc niby bezpieczniejsza jest ta pierwsza opcja.]

    Lyanna Stark

    OdpowiedzUsuń
  10. [I'm coming, my love!
    Tak, wszystko mamy raczej obgadane, już nie mogę się doczekać naszego cudnego wątku! <3]

    your Viper

    OdpowiedzUsuń
  11. [Czeeeść! Dziękuję serdecznie za powitanie i z miłą chęcią zgodzę się na wątek z tą uroczą Panią. Widzę, że ona także miała swoje małe dramaty, a przede wszystkim, jest postacią z potencjałem. No i przy okazji ukochuję Oberyna za to, że nie pozwolił skrzywdzić Elenai.

    Czyżby pomysł na wątek wiódł przez piratkę Mineyę? Co by to nie było, zaciekawiłaś mnie, także czekam z niecierpliwością, aż podzielisz się ze mną pomysłem. :)]

    Wilk z Wyk

    OdpowiedzUsuń