20 kwi 2017

he's a Stark, he's more wolf than man


Brandon Stark
t h e  w i l d  w o l f   ➸  262 A.C.  ➸  pierworodny syn Rickarda Starka i lady Lyarry ➸  dziedzic Winterfell  ➸  wojownik - pomimo długiego pobytu w Barrowton nigdy nie pozwolił wcisnąć sobie godności rycerskich i bredni o Siedmiu  ➸  duch o wiele bardziej wolny niż chcieliby tego wszyscy, którzy w imię wspólnego dobra walczą z jego temperamentem  ➸  w rodowym zamku można go spotkać od wielkiego dzwonu, najczęściej bywa gdzieś tam, ale na pewno na Północy, chociaż... a diabli wiedzą  ➸ dowód na to, że kompromis pomiędzy duszą towarzystwa i duszą samotnika wcale nie musi być zgniły, ale podczas negocjacji ktoś na pewno śmiertelnie się obrazi i ktoś na pewno dozna ujmy na honorze i uzębieniu jednocześnie  ➸  w i n t e r  i s sure as hell  c o m i n g to get your Andal arse, you sorry excuse for a man

Co odważniejsi karczemni gawędziarze nie dalej niż sto mil na południe od Przesmyku, rozejrzawszy się najpierw okiem wyczulonym na zawziętość w twarzach i odblask światła w głowicach mieczy, lubią sobie pożartować, że kiedy nadchodzi tak szumnie zapowiadana zima, wilki z Winterfell zaraz czmychają do swoich ciepłych nor, a jak na horyzoncie tylko pojawi się nieśmiała zapowiedź kolejnej błotnistej wiosny, zaraz wyłażą z kryjówek z całą zgrają nowych szczeniąt. Z tych, które dożyją przybycia kolejnego białego kruka, wyrośnie następne dumne i ponure pokolenie władców Północy, którzy – wzorem przodków – najlepiej będą czuć się zagrzebani po szyję w śniegu, na ziemi zapomnianej przez starych i nowych bogów.

Z Brandonem Starkiem było podobnie. Biały kruk pojawił się późnym wieczorem, a już następnego poranka wszystkie klatki w ptaszarni Winterfell były puste - wieść o narodzinach dziedzica lorda Rickarda niosła się po całej Północy. Kamienne spojrzenie ojca i coraz mniej cierpliwe prośby (i groźby) matki nie wystarczyły, żeby powstrzymać potęgę wilczej krwi, która w żyłach Brandona bez wysiłku nadal zwycięża tę ludzką. Dziki Wilk nie dba o opinie maesterów, liczbę palonych za sobą mostów i konieczność ważenia słów, jeśli sytuacja nie jest gardłowa. I nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby mógł przeżyć wszystkie przeznaczone mu lata jako istota pół-legendarna, późniejszy bohater opowieści Starej Niani o człowieku, który potrafił zmieniać skórę, więc jeszcze o zachodzie słońca przestawał z myśliwymi, ale noc wypełniał wyciem wraz ze swoimi braćmi. Wtedy nie miałoby znaczenia, czy istniał naprawdę i kogo pochłonęła wywołana jego słowami lub czynami lawina.

Brandon Stark zdaje sobie sprawę z tego, że dni jego wolności dobiegną końca szybciej, niż sam by sobie tego życzył. Z pozostałych mu do dyspozycji korzysta jednak w pełni i w duchu cieszy się z wściekłości, jaką potrafią wybuchnąć rodzice, kiedy po raz kolejny udowadnia, że Dziki Wilk zawsze dostaje to, czego pragnie. Przecież przez zaciśnięte zęby nikt nie pyta, czy dumny i ponury dziedzic w głębi ducha nie marzy o tym, żeby przekazać Nedowi wszystkie przywileje pierworodnego i zapisać się w historii rodu Starków jako ten, który urodził się ze wszystkimi przymiotami przyszłego Lorda Winterfell - albo nawet Króla Północy – a później bez sentymentów porzucił to wszystko i pozwolił swojej prawdziwej naturze zwyciężyć.

Z nauk ojca zostało jednak trochę więcej niż szacunek wobec bogów i świętych praw. Brandon nie ma więc wątpliwości, że weźmie za żonę Catelyn Tully, pewnego dnia obejmie władzę nad Północą i będzie wiódł dokładnie takie życie, jakie zapisano mu przy narodzinach. Kiedyś pewnie nawet zapomni, że przed dwudziestym dniem imienia włóczył się samotnie po zapomnianych ścieżkach i drżał ze strachu przed polityką, odpowiedzialnością, rozwagą i konsekwencjami jej braku. Dziś może jeszcze pozwalać sobie na zdecydowanie zbyt wiele, czasem machnąć mieczem bez pojęcia i liczyć na to, że nie dobiegły końca czasy, kiedy był po prostu synem Rickarda Starka, więc jego porywczość była równa pięknemu uśmiechowi Lyanny, opanowaniu Neda i dziecięcemu urokowi Benjena.


____________________________________________________

Ned twierdził, że Brandon zawsze wiedział, co zrobić. To jest jego zdanie i ja je szanuję, ale mam odmienne. Pozdrawiam.
Henry Cavill i Arya.

10 komentarzy:

  1. [ Witamy ponownie – oby pisanie Wilkiem przyniosło Ci więcej frajdy niż pisanie Lwem ;) ]

    Arwen Waynwood

    OdpowiedzUsuń
  2. [Dobrze znów widzieć Twoją postać na blogu, choć trochę szkoda Tywina, bo był naprawdę świetny, a może miałby jeszcze okazję zamieszać, niemniej rozumiem decyzję i mam nadzieję, że Brandon zostanie z nami na dłużej.]

    Parquello Vaelaros

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Nie lubię niczego zakładać z góry, a na kombinowanie zawsze jestem chętna – tylko znów pojawia się ten sam problem co z panem Lwem. Odległość. No i brak motywu. Jakkolwiek zbrodniczo by to nie brzmiało… w każdym razie, Arwen nigdy nie była na Północy, w Winterfell, a z kolei jedyny Stark z jakim miała do czynienia w Dolinie był młodszy brat Brandona, Ned. Bo Brandon chyba nie odwiedzał Orlego Gniazda? Jeśli nie, to jedyną opcją pozostaje Harrenhal. ]

    Arwen Waynwood

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Witaj z nową postacią, miło wiedzieć, nie uciekasz od nas całkowicie ;) Szkoda Tywina, ale Brandon też jest świetny. Także ponownie się witam i oczywiście proponuje wątek. Bo Newt Winterfell odwiedzał i w siostrzyczce Brandona się kochał, więc coś na pewno uda nam się uknuć. ]

    Newt

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Okej… pozwolisz, że podsumuję wszystko na szybko? Jestem trochę zmęczona i mogę sprawnie nie myśleć, dlatego wolę się upewnić, że zrozumiałam całe przesłanie. Lord Stark, pragnąc uzmysłowić swojemu najstarszemu synowi zasady panujące w świecie wielkiej polityki, powierza mu zadanie. Ma wyruszyć do Orlego Gniazda… i porozmawiać z Jonem Arrynem? Może nie wyłapałam, ale chodziłoby o jakąś konkretną sprawę, czy tylko tak po prostu, aby przypomnieć mu o istnieniu Starków? Bo wydaje mi się, że akurat tego drugiego nie trzeba mu przypominać, skoro w Orlim Gnieździe nadal pomieszkiwał Ned… no ale może miałaś na myśli coś więcej. W każdym razie, jeśli dobrze zrozumiałam, Brandon ma naturę włóczykija i chętnie podróżuje. Skoro pasuje Ci, aby odwiedził swojego młodszego brata w Orlim Gnieździe, to bardzo się cieszę. Wówczas mamy okazję poznać Brandona i Arwen. Wcześniej nie mieli ze sobą do czynienia. Ned opowiadał jej o swojej rodzinie, więc ogólnie wiedziała o kogo chodzi… ale osobiście nigdy się nie spotkali. Mogę założyć, że w chwili, gdy Brandon odwiedził Orle Gniazdo, Arwen akurat w nim była – może lord Arryn zaniemógł, i choć bagatelizowałby własne zdrowie, Arwen wolała przyśpieszyć swoją wcześniej zaplanowaną wizytę, aby samej przekonać się co u niego słychać. Bo z listów wynikało, że wszystko było w porządku, co już samo w sobie kazało jej przypuszczać, że Jon trochę ściemnia. Tak więc Brandon mógłby się nieco zdziwić, gdyby w Orlim Gnieździe najpierw powitała go Arwen, a nie Jon Arryn… o ile taka opcja Ci pasuje. Mogłybyśmy wpleść do naszego wątku Neda, ale nie wiem jak Ci wygodniej? Jeśli wolałabyś skupić się wyłącznie na budowaniu relacji między Brandonem i Arwen, to Neda mogłoby akurat nie być. A jeśli chodzi Ci po głowie rodzinne spotkanie, to z Arwen byłby i Ned. ]

    Arwen Waynwood

    OdpowiedzUsuń
  6. [Chętnie zapoznam się z tymi planami, bo Tywin jest postacią, którą koniecznie muszę jakoś wykorzystać.
    Parquello był z bratem w Westeros (obyło się bez przykuwania do masztu, ale było blisko, bo ominęły go wybory w Volantis) od końcówki roku 280 do tak gdzieś trzech miesięcy przed turniejem (bo zakładam, że ten odbył się w drugiej połowie roku 281, ale muszę jeszcze sprawdzić, czy nie ma gdzieś jakieś wzmianki na ten temat) i najpewniej odwiedził Biały Port, jeśli to jakieś ułatwienie, a poza nim Stare Miasto, Słoneczną Włócznię, Zielony Kamień, Królewską Przystań i Gulltown.
    I przepraszam, że tak późno odpisuję.Zaraz prześlę też maila z informacjami odnośnie turnieju i tego jak będzie przeprowadzony.]

    Parquello Vaelaros

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Nie szkodzi, sama jestem mocno zalatana. Dlatego od razu przejdę do sedna – wydaje mi się, że mamy troszkę inne spojrzenia na kwestię górskich klanów z Doliny. Zgadzam się, że Królewski Trakt nie przebiega bezpośrednio przez ziemie zarządzane przez Arrynów. W Dolinie główną drogą jest jedno z rozwidleń Królewskiego Traktu, Górski Szlak lub Wysoki Trakt. To właśnie najczęściej na tej drodze dochodzi do napaści podróżnych ze strony górskich klanów. Owszem, stanowią poważny problem, którego rozwiązanie spoczywa na barkach Jona Arryna, ponieważ zależy mu, aby mieszkańcy oraz wędrowcy podróżowali bezpiecznie… jednak nie pamiętam, aby górskie klany z Doliny kiedykolwiek atakowały podróżnych przemieszczających się po Królewskim Trakcie. Wydaje mi się, że klany nie wychodzą poza znane sobie tereny Doliny… zresztą, nie pamiętam, abym po przeczytaniu książki odniosła odwrotne wrażenie :) Dlatego uważam, że to raczej trochę naciągane uznawać, że górskie klany zaczęły napadać na wioski spoza Doliny. Nie chciałam psuć Ci wizji, ale po prostu trochę nie pasuje do znanych mi realiów Doliny :) W każdym razie, na pewno znalazłby się jakiś inny powód, dla którego Brandon postanowił zawitać do Orlego Gniazda, prawda? Przyszło mi do głowy, że może lord Rickard był zainteresowany bratankiem Jona a kuzynem Arwen, czyli Elbertem. Rok temu, gdy Lyanna nie była jeszcze zaręczona z Robertem, zawsze istniała możliwość wydania ją za Elberta, głównego dziedzica Doliny. A skoro Arrynowie i Starkowie zawsze żyli ze sobą w dobrych stosunkach (a przynajmniej za czasów rządów Rickarda i Jona), to może byłby to całkiem sensowny pomysł na zawiązanie trwalszego sojuszu? Oczywiście wszystko byłoby na bardzo wczesnym etapie wymyślania… Najpierw Rickard w ogóle chciałby się przekonać, jak to jest z tym Elbertem… i może w tym celu posłał swojego syna, trochę nieoficjalnie, aby na własne oczy przekonał się jak się sprawy mają w Orlim Gnieździe i subtelnie dowiedział się, czy Elbert ma już zaplanowaną przyszłość… No, albo możemy myśleć dalej, jak nie bardzo Ci to pasuje :) ]

    Arwen Waynwood

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Em… trochę nie bardzo rozumiem, dlaczego Twoje pomysły miałyby być z góry nietrafione tylko i wyłącznie dlatego, że akurat Ty jesteś ich autorką. Wydaje mi się, że w czasie przeprowadzania tak zwanej burzy mózgów nie od razu dochodzi się do uzgodnienia konkretnych realiów pasujących do wątku i dyskusja na ich temat jest raczej całkowicie normalna? Szanuję Twoje spojrzenie na zaczytane z książki informacje, ale tak jak Ci już wcześniej napisałam, sama mam zupełnie inne. Moim zdaniem górskie klany nie wychodzą poza ziemie Doliny, trzymając się głównie granic Gór Księżycowych, które po prostu zamieszkują. Zgadzam się z Twoim tokiem rozumowania, że jeśli górskie klany zaczęłyby atakować drogi i ziemie należące do innego regionu, to wówczas interwencja Starka byłaby jak najbardziej uzasadniona. Tylko po prostu na logikę nie zgadza mi się takie działanie górskich klanów, i tyle :) Jeśli chcesz, możemy rozbić statek z Białego Portu u wybrzeży Doliny i dodatkowo nasłać na nieszczęsnych marynarzy niewielkie stadko grabieżców z jednego z klanów. Jeśli z tego powodu Brandon chciałby porozmawiać z Jonem, chociażby po to, aby dowiedzieć się czy uratowano coś z przewożonego ładunku, to w porządku. Może był on cenny dla Północy, to już zależy od Ciebie. Możemy też iść dalej z pomysłem badania gruntu, ale jeśli uważasz, że Brandon nie pasuje do tego zadania, to nadal możemy myśleć nad następnymi opcjami. ]

    Arwen Waynwood

    OdpowiedzUsuń
  9. [Cześć! Bardzo się cieszę, że spodobało Ci się takie spojrzenie na Asharę, bo sama nie byłam pewna, czy pomysł się przyjmie. :) Widzisz, ja tam Tyriona lubię jako postać, tak jak pozostałą trójkę Lannisterów, co do Arthura nie potrafię się określić. Zdecydowanie nie chciałabym być jego siostrą. ;) A niepopularne opinie są super, chociaż akurat w przypadku GoT chyba jedynie moje zafascynowanie Joffem odbiega od normy.
    Do wątku grupowego zaraz dołączę, Ashara na pewno nie odpuści sobie rozmowy z Brandonem! Szkoda, że brakuje nam Neda, brat się przecież tak dla niego poświęca! ;) Ale kto wie, może jeszcze znajdzie się jakiś chętny, który by go przejął.]

    Ashara

    OdpowiedzUsuń
  10. [Nie ma sprawy, a z notatkami się w żadnym razie nie śpiesz, z większym zaangażowaniem MG i jego notkami mam zamiar i tak ruszyć dopiero od połowy czerwca (zakładając, że uda się pójść dalej z turniejem).Pomysł bardzo mi się podoba i myślę, że spokojnie możemy dorzucić do tego zmianę miejsca rozładunku, zawsze to jakaś okazja dla Volanteńczyków do ponarzekania na westeroski system, który nie pozwala obalić króla w wyborach po roku. Zresztą nie pamiętam, żebym pisała jakiś wątek w Winterfell, więc tym bardziej chcę zobaczyć co z tego wyjdzie. W sumie myślę, że nie ma potrzeby ustalać zbyt wielu szczegółów podróży, reszta wyjdzie w praniu, więc postaram się w najbliższym czasie zacząć.]

    Parquello Vaelaros

    OdpowiedzUsuń